Historia rodziny Loescher

właścicieli majątku w Starbieninie.

Starbienino 1941 – 1945
( Sterbienin, Polska)

Wstęp

Przedstawiona poniżej historia rezydencji rodziny Loescher w Starbieninie została napisana przez Barbarę Loescher Green opierając się na materiałach archiwalnych, wspomnieniach i wywiadzie (zapisanymi na taśmie dźwiękowej) przeprowadzonym przez Christophera Oakley, wnuka Albrechta Ernsta i Dorothei (Elmenhorst) Loesher, w Payson, Arizona, w USA we wrześniu 1984 roku. Poniższy tekst skupia się na latach 1941-1945, kiedy to rodzina Loescher posiadała i zamieszkiwała ten majątek. Ponieważ tereny te były wtedy pod rządami (okupacją) niemiecką, użyte zostały niemieckie nazwy miejsc z polskimi nazwami podanymi w nawiasach.



Materiały dodatkowe to:

Niemiecka mapa tego rejonu (Kreis Lauenburg) z 1932 roku, pokazującą poziomice i użytkowanie ziemi jak również i lokalizację budynków.
Zdjęcia ze zbiorów rodzinnych przedstawiające dwór, otaczająca okolicę i członków rodziny
Informacje te zostały zgromadzone dla Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego, w którego posiadaniu jest obecnie ten majątek, Żyjący członkowie rodziny Loescher są bardzo zadowoleni pokojowego i przyjaznego dla środowiska sposobu, w jaki jest używana ta posiadłość i mają nadzieje, że będzie ona się dalej pomyślnie rozwijać i w przyszłości przyniesie radość wielu ludziom.

Dwie Starsze osoby siedzą na podwórzu domu opieki Georgetown, w Texasie, USA. Na zewnątrz jest już bardzo ciepło, kwitną róże, a bezkres niebieskiego, bezchmurnego nieba jest zakłócony tylko przez klucz żurawi przelatujący wysoko nad głowami siedzących. Obydwie osoby spojrzały w niebo i na ich twarzach pojawił się uśmiech przywołany przez wspomnienia innego miejsca z przeszłości. Zapytane, czy kiedykolwiek chciałyby jeszcze raz zobaczyć Starbienino, odpowiadały ,,Nie”. Nie chcą, żeby cokolwiek zakłóciło wspomnienia tego miejsca i czasu, które w ich poczuciu były najlepszym okresem w ich życiu. Być może obawiają się, że to miejsce już nie ma magicznego uroku pól i lasów ciągnących się aż do morza, tak jak to można było zobaczyć z wieży domu, gdzie koniec dnia był witany toastem wina. Taka wizyta przywoływała by również wspomnienia okrutnych czasów kiedy ten bezpieczny, spokojny świat został zdruzgotany przez wojnę i najważniejszą rzeczą było wtedy zachowanie rodziny przy życiu.
Albrecht Ernst Loescher zmarł dwa tygodnie po śmierci swojego najstarszego syna, Wolfganga, w maju 1997 roku. Dorothea Elmenchorst Loescher zmarła w styczniu 1999 roku. To córki rodziny Loescher -Hannelore. Barbara i Marina – w czerwcu 2006 dopełnią koło związków z tą ziemią ku pamięci swoich rodziców i historii rodziny.

Albrecht Ernst Loescher urodził się 27 lutego, 1903 roku w Dobrojewie (Friedrichschof). Jego ojciec był właścicielem i zarządcą tej dużej posiadłości rodzinnej aż do roku 1931, kiedy to została ona sprzedana i zakupiono nową posiadłość – Domisław (Domslaff). Cała szersza rodzina mieszkała tam aż do roku 1941. Wtedy to sprzedano Domisław i Albrecht E. Loescher podjął się zarządzenia Starbieninem na prośbę swojego wuja, Erlicha Hammera, który był już w podeszłym wieku i chciał przejść na emeryturę.

Głównym powodem sprzedania Dobrojewa i Domisławia był dekret rządowy nakazujący podział większych majątków po to, aby więcej ludzi mogło mieszkać w tym rejonie granicznym. Celem tej polityki było ustanowienie silniejszej prezencji politycznej na tych terenach. Kiedy jednak te dochodowe posiadłości rolne zostały podzielone, to mniejsza skala ekonomiczna sprawiała, że przestały one przynosić dochód. Rodzina zakupiła majątek Domisław (pomimo tego, że był on również podzielony na mniejsze gospodarstwa) głównie dlatego, gdyż był on większy od tego co zostało z Dobrojewa i był licencjonowany do produkcji alkoholu (z ziemniaków), co przynosiło dochody.

Starbienino w tym czasie nie podlegało rozparcelowaniu i Albrecht Loescher sądził, że przy zainwestowaniu pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży Domisławia, Starbienino mogłoby przynosić dochód, zapewniając dogodne życie rodzinne. Spodziewać się można było również tego, że posiadłoś pozostanie w rękach rodziny, ponieważ Erich Hammer nie miał innych spadkobierców. W trakcie swoich studiów rolniczych Albrecht Loescher spędził kilka lat na praktyce u Ericha Hammera i bardzo polubił to miejsce. W taki oto sposób rodzina Loescherów znalazła się w Starbieninie w 1941 roku. Albrecht Ernst Loescher ożenił się z Dorotheą Elmenhorst w 1930 roku. Mieli pięcioro dzieci – Wolfganga, Hannelore, Albrechta, Barbarę i Marinę. Starbienino zostało ich nowym domem. Razem z nimi mieszkała tam Helene Loescher, Erich Hammer i Karl Hammer (upośledzony umysłowo brat Ericha). Zarówno Erich Hammer jak i Helene Loescher mieli po kilka swoich pokojów w domu, a Karl Hammer mieszkał w mieszkaniu w jednym z domów we wsi. Helene Loescher była ciotką Albrechta Loeschera i prowadziła dom dla Ericha Hammera. Należy nadmienić, że była ona świetną pianistką i wypełniała dom muzyką grając na fortepianie. Wraz z przybyciem młodej rodziny Loescherów, Dorothea przejęła prowadzenie domu. Pomagały jej w tym pokojówki, kucharz, guwernantka i czasami niańka dla młodszych dzieci. W zakres jej obowiązków wchodziły również opieka nad chorymi, hodowla drobiu (kaczek, gęsi i kur), uprawa i konserwowanie warzyw, owoców i przetwór mięsa (dom miał własną wędzarnię).

Rytm życia w Starbieninie dyktowały pory roku. Każdego ranka uderzano w dzwon, kiedy poszczególne grupy robocze udawały się do wykonania przydzielonych zadań. Majątek produkował żywność dla potrzeb rodziny i wynajętych pracowników, którzy mieszkali w siedmiu domach we wsi, niedaleko od siedziby rodzinnej. Każdy pracownik uprawiał swój ogród warzywny i mógł hodować, jeśli zechciał, krowy i świnie. Wiele rodzin pracowników od pokoleń mieszkało na posiadłości Starbienino. W majątku również pracował pomocnik zarządcy, pan Lietke, który był prawą ręką Alberta Loeschera i nadzorował różne szczegóły pracy codziennej.

Uprawianych było 558 hektarów – głównie żyto, owies i ziemniaki. Ziemniaki, a szczególnie ziemniaki do wysiewu (certyfikowane), były eksportowane do Włoch i Francji. Chociaż majątek posiadał traktory, niedobory benzyny spowodowane wojną sprawiały, że używano jej wyjątkowo. Dwadzieścia koni (cztery konie na każdą brygadę roboczą) wykonywało większość pracy. Trzydzieści krów dojnych, a także owce i świnie stanowiły resztę żywnego inwentarza. Wypas i produkcja paszy były dużą częścią prac rolnych na tej posiadłości. Tereny zalesione były ważne dla polowań, połowów ryb i produkcji drewna. Na terenie majątku były również stolarnia i kuźnia. Ulepszenia przeprowadzone przez pana Loeschera to, między innymi, doprowadzenie elektryczności i wody bieżącej do obór. Dwa sąsiednie majątki, Lublewo (Gross Lueblow) i Lublewko (Klein Lueblow), współpracowały ze Starbieninem w prowadzeniu małej szkoły, która znajdowała się w pobliżu. Mały domek w stylu alpejskim (St. Peter) umieszczony nad jeziorem był świetnym miejscem do pływania i zabaw na łodziach w lecie i do jazdy na sankach i łyżwach zimą. Ponieważ teren majątku był dość wysoko położony, umieszczona była na nim wysoka drewniana wieża służąca jako znak nawigacyjny dla żeglugi bałtyckiej. Podsumowując – życie w Starbieninie toczyło się w sposób wdzięczny i jakby z innej epoki.

Druga wojna światowa w sposób nieodwołalny zmieniła tą piękną ziemię i jej mieszkańców. Hitler i macki partii nazistowskiej dosięgły nawet tej odległej wiejskiej społeczności. Albrecht E. Loescher został wcielony do oddziałów rezerwy, ale ponieważ zawiadywał tym wydajnym majątkiem rolnym, więc nie musiał służyć w aktywnych oddziałach wojskowych. Wielu miejscowych pracowników zostało wcielonych do armii, co spowodowało, że trudno było wykonać wszystkie prace bieżące w posiadłości. Również młodsi wiekiem właściciele sąsiednich majątków zostali powołani do służby wojskowej i Albrecht Loescher zaczął pomagać w zarządzaniu ich majątkami. Nakazano mu również hodować psy (owczarki niemieckie) dla armii niemieckiej.

Produkcja żywności była bardzo ważna dla maszyny wojennej i dlatego też przysyłano więźniów wojennych do Starbienina, aby wykonywali oni niezbędne prace rolne. Na początku byli to Francuzi, a w ostatnich paru latach wojny głównie Rosjanie. Więźniowie byli traktowani w sposób humanitarny. Chociaż byli zamykani w mieszkaniach na noc, mieli do dyspozycji produkty żywnościowe i kuchenne, w których mogli gotować swoje własne jedzenie. Ciągłe zagrożenie deportacją (do obozu koncentracyjnego) w wypadku nie podążania za linią partii nazistowskiej niszczyło silne więzi w społeczności, która w przeszłości bardzo dobrze funkcjonowała, opierając się na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Sąsiedzi zaczęli donosić na sąsiadów i każdy żył w obawie przed denuncjacją. Słuchanie rozgłośni radiowych z innych krajów było zabronione. Podane w sposób przyjazny ręki więźniowi wojennemu mogło zostać doniesione, a osoba, która się tego dopuściła, znikała następnego dnia. Ten ciągły strach przed odwetem (tzn. być może przyznanie, że wojna jest przegrana) powstrzymał wielu Niemców z tego rejonu od ewakuacji na czas.

Zimnego, szarego poranka na początku marca 1945 roku Albrecht Ernst Loescher powziął najważniejszą i najbardziej brzemienną decyzję w swoim życiu. Poza zasięgiem wzroku sąsiadów, wraz ze swoim nadzorcą, przygotował i zaopatrzył w prowiant wozy wyłożone sianem, żeby ochronić ludzi przed chłodem. Z daleka słychać było ciężką artylerię rosyjską i można było zobaczyć pierwsze czołgi na głównej drodze. Przechodzący uchodźcy powiedzieli, że starają się dotrzeć do Danzig (do Gdańska) aby ewakuować się statkiem, gdyż wojska rosyjskie na zachodzie odcięły drogę odwrotu pozostałym oddziałom niemieckim.

Albrecht Ernst Loescher zdecydował, że to była ostatnia okazja do ewakuacji. Wcześnie tego ranka zarządził, żeby uwolniono więźniów wojennych dwie godziny po tym, jak rodzina opuści Sterbienin. Do ostatniej chwili proszono Ericha Hammera i Helenę Loescher, aby ewakuowali się razem z rodziną. Oni zdecydowali jednak, że są zbyt starzy i że zostaną, aby zadbać o majątek, czekając na nasz powrót. Albertch Ernst Loescher otrzymał wcześniej rozkazy do stawienia się w przydzielonej jednostce wojskowej. Rozkazy te były mu dostarczone przez jego wujka (Williego), który mieszkał w Gdańsku i odwiedził Starbienino kilka tygodni wcześniej. Willy Loescher był oficerem w armii niemieckiej. Albrecht Ernst Loescher wiedział , że jedyną szansa dla rodziny było podążanie krokami wycofującej się armii niemieckiej i w jakiś sposób dotarcie do Gdańska.

Zaprzężone w konie wozy wyjechały tego mroźnego poranka podążając polami i bocznymi drogami na południowy wschód. Czasami Loescher szedł przed wozami starając się uniknąć min zagrzebanych w ziemi. Kiedy zbliżyli się do kolumny wycofujących się wojsk niemieckich i nie kończącej się linii pojazdów, wozów i pieszych, musieli przedostać się przez ważny most, który już był przygotowany do wysadzenia. Mieli dużo szczęścia, gdyż wkrótce po przebyciu mostu został on wysadzony w powietrze w celu zwolnienia postępu czołgów rosyjskich, które nękały pociskami uchodźców. Wtedy stało się jasne, że konie i wozy były zbyt wolne i podjęto decyzję ich pozostawienia. Pan Loescher zastrzelił konie, żeby im oszczędzić cierpienia. Pokazał swoje rozkazy wojskowe oficerowi dowodzącemu ewakuacją. Przydzielono mu wtedy mały samochód (DKV) i kierowcę, który miał zabrać ich wszystkich do Gdańska podążając za komuną wojskową. Było tym ciasno w tym małym samochodzie, że Loescher zdjął i wyrzucił swój płaszcz zimowy, aby można było zamknąć drzwi.

W Gdańsku rodzina znalazła schronienie (wraz z wieloma innych ludźmi) w głębokiej piwnicy destylarni należącej do krewnych (którzy ewakuowali się wcześniej). Gdańsk był oblężony i przed obstrzałem artyleryjskim. Pan Loscher zdołał umieścić rodzinę na jednym ostatnich okrętów wojskowych opuszczony port. Wzdłuż wybrzeża Bałtyku płonęły wsie. Rodzina zeszła na ląd Peenemuende, w Niemczech. Albrcht Ernst Loescher ciągle musiał stawać się w wojsku zgodnie ze swoimi rozkazami. Cała rodzina dostała się na barkę, która popłynęła w górę rzeki Peene i zabrał ich do Demmina. Rodzina potem przejechała pociągiem do Bergen na Rugii. Tam Albrecht Ernst Loescher został swoja rodzinę i udał się do Hamburga. Siostra Dorothei mieszkała na wyspie i pozostali członkowie rodziny zamieszkali u niej. Rosjanie zajęli wyspę w kwietniu. Nagle pojawiła się pilna potrzeba opuszczenia tego miejsca, bo zostanie tam groziło wywiezieniem przez Rosjan na Syberię. Tak więc pod koniec lata pani Loescher zdecydowała się podjąć trudnego i niebezpiecznego zadania przedostania się z pięcioma małymi dziećmi (w wieku od dwóch do dziesięciu lat) do zachodniej części Niemiec. Po kilkuletnim pobycie w obozach dla przesiedleńców, rodzina zdecydowała się na emigrację do Stanów Zjednoczonych w roku 1953.

Wiele lat później Loescherowie otrzymali list od Victorii von Senfft, która była właścicielką sąsiedniego majątku. W liście tym opisała czas w Starbieninie po wyjeździe Loescherów. Poinformowała ich, że Erich Hammer został zastrzelony tego samego dnia, kiedy oni uciekli i że miejscowi ludzie pochowali go w ogrodzie. Cały przychówek został rozpędzony. Helene Loescher została ochroniona przez pracowników majątku i przeżyła parę miesięcy zanim uległa tyfusowi. Pochowano ją również w ogrodzie. Nieznany jest los Karla Hammera. Pani von Senfft napisała także, iż dom został całkowicie ogołocony . Nietknięte zostały tylko książki w bibliotece. Według jej relacji, od czasu do czasu Helene Loescher zakradała się do domu i zabierała parę książek które potem pożyczała innym. Dom był przez krótki czas używany jako szpital, ale potem popadł w ruinę.

Najstarszy syn Albrechta i Dorothei , Wolfgang Ernst Loeschert , jego żona Mary i jego siostra, Barbara, przyjechali z krótką wizytą do Polski w kwietniu 1991 roku ( spędzili w Starbieninie tylko dwie godziny ). Dom był już wtedy odbudowany , ale jeszcze nie wykończony i ciągle nie zamieszkały. Mieszkańcy wsi przywitali ich bardzo ciepło. Ludzie ci zostali tam przesiedleni z polskich terenów wschodnich zajętych przez Rosję po zakończeniu wojny. Mam nadzieję, że będą oni mogli odbudować swoje życie i cieszyć się ziemią, która stała się ich domem. Chociaż opuściłam te tereny kiedy miałam zaledwie pięć lat, zawsze, w moim sercu, pozostaną one dla mnie domem. Mam nadzieję, że zarówno moja bliska jak i dalsza rodzina Loescherów (żyjąca w USA), będzie podtrzymywać te więzi poprzez wspieranie działalności Kaszubskiego Uniwersytetu Ludowego znajdującego się obecnie w dawnym majątku w Starbienienie.